Ściagnęłam czółenka po dniu pracowitym,
wyłaniał się z nich odór okrutny,
boleśniejszy
niż z gumiaka rolniczego
zanurzonego w ziemi kartoflanego pola,
zanurzajacy mocniej
niż góralski kierpc bacy
baranami otoczony,
to czółenko miasta z roztańczonymi nimfetkami,
pozamykanymi w galerianych wymiarach,
to czółenko ulicy z kurzem na swych zielonych skwerkach,
w psich kupach zatopionych,
ściagnęłam czółenka,
jak byłeś ściagałam kozaki.
Wiosna nadaje stopom siłę czółenek,
których celem jest uczynienie z kobiecych stópek
szeregu maleńkich krewetek owiniętych
w rozmiarze chińskiej nóżki,
zima pozwala na nagość w sile świec,
nie odbiera złudzeń,
zakrywa wszystko,
ze wszystkiego, czego chcemy obdziera.
Marcowa zima,
kwietniowa wiosna.
W kolorze miasta zmienia swój rytm
zmienia twarz,
zmienia tempo tramwajowego oddechu.
A w słuchawkach na zawsze pozostaje to jedno.
http://www.youtube.com/watch?v=GEkQR9Wzock&feature=related
