czwartek, 22 kwietnia 2010

Miłość w miasta kolorze

Ściagnęłam czółenka po dniu pracowitym,
wyłaniał się z nich odór okrutny,
boleśniejszy
niż z gumiaka rolniczego
zanurzonego w ziemi kartoflanego pola,
zanurzajacy mocniej
niż góralski kierpc bacy
baranami otoczony,

to czółenko miasta z roztańczonymi nimfetkami,
pozamykanymi w galerianych wymiarach,
to czółenko ulicy z kurzem na swych zielonych skwerkach,
w psich kupach zatopionych,
ściagnęłam czółenka,
jak byłeś ściagałam kozaki.

Wiosna nadaje stopom siłę czółenek,
których celem jest uczynienie z kobiecych stópek
szeregu maleńkich krewetek owiniętych
w rozmiarze chińskiej nóżki,

zima pozwala na nagość w sile świec,
nie odbiera złudzeń,
zakrywa wszystko,
ze wszystkiego, czego chcemy obdziera.

Marcowa zima,
kwietniowa wiosna.

W kolorze miasta zmienia swój rytm
zmienia twarz,
zmienia tempo tramwajowego oddechu.

A w słuchawkach na zawsze pozostaje to jedno.

http://www.youtube.com/watch?v=GEkQR9Wzock&feature=related